wybór

zagłębić wspomnienia w szale przegranej
by za pomstę przerwania w postaci pisanej
nadać wiekuistą wieczności karę
ot tak w sumie
na zawołanie
lecz zanim się stanie to oczekiwanie
na zmianę w niechciane stanem istanienia
proste przytoczenia do myślenia
by może w łaski odkupienia dotrwać
niżeli spalenia historia ciągła
eh…
pragnienia odstaw…

zaplecenie więzów ponad barki nijako włosów warkocz
tak by oddechu już nie niosło gardło
lub otworzyć swoisty przepływ smaku życia
choć raz zamiast zamknąć się i nadać z ukrycia
bądź zażyć ratunku ponad siły organizmu
niczym owocu zdrady pomimo spójnego wzajemnością egoizmu
nijako skoczyć z wysokich ułożeniem horyzontów
tak jak na bok w lewo u potocznych ino kątów
ewentualnie złapać oddech CO dwa kaszlnięcia
jak spala się tlen gdy unosi się zapach miłości zaklęcia

inne wyjścia spod własnej zagłady błędu
są zbędne na tą i każdą kolejną chwile
nikt nie rozpozna tego momentu
gdy naturalnie dym spalenizny wiatr rozmyje
dokonanie złotego środka sprawi odprawę urodzonych
gdy ten blisko ukryty uzna stan spraw załatwionych
zaś czas nie czeka wieczności na żywot śmierci
dlatego ogół niesie za pojedyncze tchórzostwo swe klęski

podobno jednostkowo jest to tragedią
gdy ktoś tchu władcy oddaje
acz decyzja poniesie pewnie w statystyke piękną
gdy miliardy istnień istnieć przestaje
poziomowo w górę pomysły wieczności nastrajane
gdy w zasadzie już końce końców datowane
to tu swawolnie kroczy
i już nie przystanie.

zaistnienie

kręte linie po kartce kropki przeplatają
niczym dziecko ino kroki stawia pierwsze
zdolności mozolnie w sile wzrastają
już w zapisie prostackie wiersze
wprawa porozumienia powoli zdobywana
acz wciąż pracuję gdyż brak samospełnienia jeszcze
i choć oczywista ma mylność jest karana
w zasłudze trwają ów zimne dreszcze
i mimo, że wtopiony w zagłębienie świata mi zupełnie obcego
to już wiem gdzie me życia miejsce
i co prawda czasem mam się za niepasującego
to i tak spłacę ten podpisany weksel
te długie godziny pracy nad doskonałością
czynią mnie jednością tu czym prędzej
w niewiedzy wplątany w wir co gardzi litością
pragnę tylko schłodzenia coraz to więcej
oparty jedynie w zaufaniu wąskiego grona
w ochocie bytowania przy pracy ciężkiej
ponieważ tylko dzięki niej podołam
i godziwe prowadzenie tym zawdzięczę
mimo, iż nie o pieniądz tu się rozchodzi
bo posiada je me cudowne dziewczę
a i tak mnie zupełnie to nie obchodzi
dlatego posiadam Jej perydotowe serce
nie muszę acz pragnę dlatego jestem zmuszony
by zachwycić wybrankę niejednym ów tekstem
w rodzimym tu języku bym w sumieniu był zaspokojony
a wszystko to pod prostym pretekstem
bo jestem…
jestem zbyt potężnie miłością upojony
mimo, iż od lat dla mnie był to bezsens.

zabrałaś mój świat

zaznane lat parę temu tajniki
prowadzą mnie na drogę wierności
te niby pozbawione wszechlogiki
pokazały mi życia szczegół radości
mimo wkładu
mimo trudu
dla duszy ładu
dla miłości cudu
odziewasz się co dnia w swe szaty
wskazując kolorem mi żywotu szlak
i choć czasem już nie daję rady
Ty znów ukazujesz mi ten świat
dla jedności
dla wspólnoty
mimo przeszłości
mimo głupoty
małe perełki co związują Twą chustę
znaczą wiele więcej niż umiem wypowiedzieć
jedynie lekko kątem oka Cię musnę
gdyż trzeba teraz uczyć się i siedzieć
a i tak wiem, iż przy Tobie usnę
i wraz z Tobą wzlecę
a nadchodzącym jutrem
znów urodzeniem język skaleczę
niedługo obarczysz mnie bielą starannie haftowaną
bym dojrzał wszelkie Twe piękno
bo będziesz żoną mą tak zwaną
ino niebiańskie piekło
mimo różnicy
mimo zniechęcenia
dla urojeń granicy
dla miłości wypatrzenia
Tyś damą owianą w barwy mego wzroku
Tyś panną daną mi na widoku
Tyś dziewczę co ukryło mi się na świecie
Tyś tą, w której ramiona ślubu lecę

ae

tuż pod niebiosami skryty półcieniem
zostaje sam na sam ze spełnieniem
pragnienie dotyku skrawków światła
powoduje, że czasem nadzieja już zgasła
naszła wtedy ta istota względu pierwotnego
niczym grom z nieba jasnego
ach te niebo…
każdy nachód chęci pozostawienia schronienia
zniekształca mego spełnienia nastawienia
ziemia…
jam coś niczym potocznie pomiędzy
w podmuchu stron kierunku pajęczyn
bo dręczy to by wyręczyć moc
aby następnych w los
jako zamkniętych w splot
jednakowo owiniętych w mrok
by w szaromętny wzrok zamknąć ich horyzont
uniesiony ląd…
jakoby po trupach celnie czas zabijany
wszelkie ofiary składam w dary wiary
w siebie bo dany w stany gdzie rany
grzebią pozostałości tych zapamiętanych
bo teraz tylko sami sobie dla siebie samych
oddani w danym tym co nabrali
sami
w oddali.

tc.w

ręką bez pulsu oplatam władcy kosę
chwytam mocno i ze sobą niosę
ofiarował mi władzę nad niejednym już losem
a więc i dziś wielu nie doliczy się kolejnych wiosen

popędzany rogami co iskrzą nad paktem
rozpylam obawy porannym wiatrem
w oblicze konszachtu ów kosą natnę
a pozostawie wyłącznie dusze martwe

oddech węża za uchem prawi cele
nie tracę nic mimo, iż oddałem wiele
tylko wyznakowany opis ukryty na ciele
przypomina mi, że ów tu wciąż istnieje

gwiazda okręgu co trójkąt wielbi
powoduje stan gdzie dusza cierpi
oko rozgląda się nad układem tętnic
by ze skutecznością ów kosą wytępić

dziękuję za władzę w nienawiści i zemście
okrężnymi krokami wiodę się w miejsce
gdzie na mój widok obejdą Cię dreszcze
i w ulubiony fiolet zsiniejesz nareszcie

własnymi prawami obserwowałem Twe zajścia na lewo
z własnej przyjemności czeka ów płomień a nie niebo
obarczę cierpieniem geneaologiczne Twe drzewo,
iż wyznaczam dzień gdy jeźdźcy zawładną ziemią

wiruj w żywych myślach w bólu dalej
dzięki antidotum czuję się wspaniale
uśmiercanie Ciebie dla mnie nudnym zwyczajem
martwa naturo cierp dla mnie doskonale

naach

doznania aktywne w przebłyski doskonałości
sprowadziły na niesamowity poziom czas tejże miłości
smakowane ochoczo tuż ino związania kolacja
by ów zawirowań wzrosła degustacja
z każdym dotykiem choćby wzroku pulsuje wibracja
wspaniała ideałem wywaru ta reakcja…

doprawdy potęga sprawiła wzrost czegoś stałego
zaś ów moc to coś w zupełności nie opisanego
nowego,
obcego,
innego w swe zwyczaje
a te doznanie niczym zakochanie
acz wirowanie daje to co nieznane
zaś ukazane zostaje zachwianie
och…
oby nie nadszedł ranek

przy Twym ramieniu pozostane
inne kultury, inne kraje
a uczucia do siebie…
te same.

wdni

odległość sprawiła znaczące pytania
z dnia na dzień pokrywa świata odpowiedzi odsłania
ze zdania na zdanie składane uwikłane wyznania
tak niewiele piękna z prostoty do ukazania

a jednak się napawasz tym co z resztki pozostało
a jednak można zakotwiczyć to co w głębi zanikało
a jednak różnice złożyły niesamowitą całość
a jednak prawdą rozpalenia krwi się okazało

każde słowo co w około na nowo tajemnice obietnic tworzy
mnoży losy wspólne gdzie bujne wyobrażenia
się zmienia w spełnienia bez zawahań natchnienia
nikogo nic dla niczego prócz Ciebie nie ma.